-
A ten? Ten z obrożą przecimagiczną. Ile za niego chcesz?- spytał zakapturzony
mężczyzna przyglądając się dokładnie młodemu na wpół nagiemu chłopcu o
złocistych włosach i brązowych oczach. Chłopiec stał wśród dwunastu tak samo
wystraszonych chłopców czekających aż ktoś ich kupi. Niczym bydło na aukcji.
Blondyn miał zaledwie trzynaście lat, a już był niewolnikiem w trzech różnych
domach. Nie zostawał zbyt długo w nowym domu, a to ze względu na to że posiadał
moc magiczną. Właściciele niewolników nie znosili magicznych dziwolągów.
-
Ten? Jest bezużyteczny, mój panie. Posiada małą ilość mocy magicznej i umie
tylko rzucać pojedyncze zaklęcia. Ponoć jego matka należała do jakiejś
północnej Gildii magów. Ale jak to się stało, że oboje skończyli jako
niewolnicy tego nawet dzieciak nie wie- powiedział handlarz niewolników przyglądając
się cały czas chłopcu. Wbrew pozorom i zdrowemu rozsądkowi lubił tego chłopaka.
I nie miał chęci sprzedawać go nikomu, a zwłaszcza JEMU. Doskonale zdawał sobie
sprawę do jakich celów ten jegomość skupował małych chłopców. Nie chciał sprowadzać
takiego losu na tego małego, złotowłosego chłopca.
-
A gdzie jest jego matka?- spytał zakapturzony mężczyzna obojętnym tonem.
-
Nie żyję. Umarła, gdy chłopak miał osiem lat. Doskonale pamiętam tę kobietę, to
ja ją sprzedałem do domu pani Li. Była chorowita i strasznie okaleczona. No i w
dodatku w ciąży. Trudno byłoby ją sprzedać, gdyby nie hojność pani Li, która
nie dość, że zapłaciła w szczerym złocie to jeszcze trzy razy tyle ile ta
kobieta była warta. Cudowna kobieta z tej pani Li- pochwalił ją handlarz
przypominając sobie słodki ciężar mieszka ze złotem, który otrzymał od pani Li
za tą bezużyteczną niewolnicę. Znowu przyjrzał się chłopcu.
-
Rozumiem. Wezmę go i jeszcze... Ilu tam ich jest... Dziesięciu? - Spytał
zakapturzony mężczyzna wychylając się za barierkę, aby policzyć chłopców
stojących na arenie przed nim.
-
Dwunastu panie- powiedział handlarz.
-
Doskonale- ucieszył się mężczyzna- Zatem biorę wszystkich. Przyprowadź ich do
mojego pałacu. A i weź jakiś duży wóz, mam zamiar przebić ofertę pani Li-
powiedział mężczyzna w płaszczu wstając i oddalając się od areny.
Tak
właśnie się to wszystko zaczęło. Od gapienia się na nas jak na bydło, którym w
rzeczywistości byliśmy. Miałem tylko trzynaście lat, a już poznałem, czym była
gorycz życia. Poznałem ból poniżenia. To, co miało się wydarzyć później było,
dla mnie o wiele trudniejsze do przeżycia. Cel dla, którego nas kupił mężczyzna
w czarnym płaszczu był... nie umiem. To zbyt bolesne jak dla mnie wspominać to
co się wtedy wydarzyło.
Ten
człowiek był moim panem przez pięć lat. Pięć długich lat. Był moim panem,
mistrzem oraz największym skurwysynem, jaki mógł nieść na swych barkach ten pomylony
świat. Na szczęście udało mi się uciec od niego, kiedy miałem osiemnaście lat!
To
był najcudowniejszy dzień w moim życiu, gdy wreszcie porzuciłem kajdany mojego
życia. Ale... Co miałem robić dalej? Byłem niewolnikiem od dnia moich narodzin.
Nie znałem świata zewnętrznego na tyle by czuć się bezpiecznie jako wolny
człowiek.
Zatem
pierwsze co zrobiłem to uciekłem z kraju w którym byłem tylko niewolnikiem.
Zawędrowałem do wielu miejsc w poszukiwaniu tego jedynego, gdzie mógłbym czuć
się bezpiecznie. Ale, czy było takie miejsce na tym świecie?
Pamiętałem
jednak uśmiech mojej mamy, jej oczy pełne łez, oraz to jak wieczorami siadała w
kacie izby i pisała listy. Po jej śmierci zabrałem te listy ze sobą. Były ich
tylko cztery i były najcenniejszą pamiątką po mamie. Nigdy ich nie czytałem.
Ale wiedziałem, że były zaadresowane do jednej osoby. Do mojej babci, Layli Heartfili.
Dlatego
też zaraz po ucieczce od mojego mistrza oraz po miesiącu tułaczki, postanowiłem
wyruszyć na poszukiwanie babci. Chciałem powiedzieć jej o mamie. Miałem
nadzieje, że ona... że ona mnie przyjmie jak swojego wnuka. Marzyłem o domu do
którego mógłbym wrócić tak jak wracali młodzi panicze.
Minęło
pół roku od mojej ucieczki, kiedy wreszcie odnalazłem babcie. Ale babcia
umarła, a sądząc po tabliczce na jej grobie umarła na długo przed moimi
narodzinami. Dlaczego więc mama pisała do niej listy, mimo że babcia nie żyła?
Nie wiedziała o tym?
Obok
grobu babci był grób dziadka, Jude Heartfilia. Oboje leżeli obok siebie i
czekali. Może czekali na mamę?
-
Babciu, mama często pisała do ciebie listy- powiedziałem zdając sobie sprawę,
że robię z siebie kompletnego głupca. Ale jakaś część mnie chciała porozmawiać
z jedynymi krewnymi jakich w ogóle posiadałem. Ale na szczęście na cmentarzu
nikogo nie było, więc mogłem swobodnie prowadzić monolog z nieżyjącą od wielu
lat babcią- Wiesz, ona bardzo cię kochała. Ciekawe, czy tak samo mocno jak ja
kocham ją. Tęsknie za nią. Za jej uśmiechem i bajkami, które mi opowiadała.
Szczególnie te o smoczych zabójcach i o magii. Wiesz, nie wierzyłem jej kiedy
mi opowiadała, że była jedną z czarodziejek. Nie wierzyłem w magie, do czasu,
aż sam posiadłem moc magiczną. "A więc jednak magia istnieje",
zawołałem kiedy pierwszy raz udało mi się coś wyczarować. Ona wtedy była ze mnie
taka dumna. Szkoda...szkoda, że jej nie ma tu obok- powiedziałem i zacząłem
płakać, aż Hana, mój exceed obudziła się. I nie mówiąc nic, miała dopiero rok,
przytuliła mnie i znowu zasnęła. Uspokoiłem się po kilku minutach.
-
Wiesz, babciu mam tu listy od mojej mamy- powiedziałem ocierając łzy i wyciągając
cztery zapieczętowane koperty na których były wypisane daty. Wybrałem kopertę z
najwcześniejszą datą i rozwarłem pieczęć- Chciałem ci dać te listy wraz z
wyjaśnieniem co się wydarzyło z mamą, ale w ten sytuacji może po prostu je
przeczytam. A zatem zaczynam- powiedziałem i odchrząknąłem. Było już późno
słońce powoli zachodziło a list był dość długi, jednak nawet pomimo ciemności
zdołałem przeczytać cały list:
Kochana
mamo,
Wiem,
że dość długo nie pisałam do Ciebie. Było to jednak podyktowane ciągiem
wydarzeń, które miały miejsce w ostatnim czasie. Pewnie martwisz się o Mnie.
Ale nic mi nie jest! Zostałam znowu niewolnicą, ale moja nowa Pani, jest bardzo
dobra i miła. Pozwoliła mi pisać do Ciebie listy, choć wie, że nigdy ich do
Ciebie nie wyśle. W domu Państwa jest miło i przytulnie. Najstarsza córka,
Państwa wychodzi za niedługo za mąż. Tak więc Pani, oddaje córce swoją służkę,
aby ta pielęgnowała jej ukochane dziecko. Cieszę się z tego powodu, ponieważ ja
mam zostać nową służką Pani. To takie ekscytujące! Będę mogła być blisko, mojej
Pani. Ona jest tak samo ciepła jak Ty mamo! Często ze sobą rozmawiamy, Ona
bardzo jest ciekawa mojego poprzedniego życia. Ale ja nie zdradzam jej zbyt
wiele. Wiesz dlaczego.
Tęsknie
za tamtym życiem. Za przygodami, które mogłam jeszcze przeżyć. Za przyjaciółmi,
którzy zostali w tyle. Marzę, aby ich wszystkich znów zobaczyć choćby na
chwile, na kilka sekund. Ale to nie jest możliwe, mamo. Oni mnie już nie będą
szukać. Zostałam sama.
A
nie! Nie sama, jest ze mną jeszcze ta drobinka, którą noszę pod sercem. Moje
dziecko. Pani mówi, że to będzie syn. Ach jakbym chciała aby to rzeczywiście
był syn! Mam już dla niego imię, Usui. Tak. Będzie nosił imię po
najwspanialszym czarodzieju, jakiego dane mi było spotkać! Tęsknie za nim.
Tak
wiele się wydarzyło w moim życiu! Kiedy sobie przypominam te wszystkie dni
spędzone jako wolna osoba, czuję napływające łzy. Ale nie płaczę już. Aquarius
nie znosiła, gdy płakałam. Często nazywała mnie beksą. Ale teraz, pewnie zdziwiłaby
się jak rzadko ronię łzy. Nie mogę płakać, nie chce aby mój syn, widział mój
smutek. Będę szczęśliwa dla niego, aby i on był szczęśliwy.
Wiesz,
czasami marze, aby mój syn w przyszłości odzyskał wolność. Może kiedyś to się
wydarzy. Mam nadzieje, że tak. Będę dobrze służyć mojej Pani, oddam całe swoje
życie, aby mój syn był wolny! Może jak to się wydarzy, Pani uwolni Go?
Ale
się rozpisałam. Zapisałam już całą kartkę!
Kocham
Cię, mamo
Twoja
Lucy
Już
miałem odłożyć list, kiedy zobaczyłem drobne literki na marginesie, odwróciłem kartkę
tak by móc lepiej przeczytać to co tam było napisane:
P.S. Mamo to Syn. Mój mały Usui. Jest śliczny!
I podobny do ojca! Tak bardzo się cieszę! Będę go strzegła jak oka w głowie i
pracować ciężko, aby on mógł być wolny! Obiecuję ci to mamo! Kocham Cię!
Kiedy
skończyłem czytać, znowu moje ciało zaniosło się od płaczu, lecz tym razem Hana
nie obudziła się aby mnie uścisnąć. Płakałem długo. Moja mama, umarła abym ja
był wolny! A jednak nie udało jej się. Chciała abym był szczęśliwy, ale czy ja
kiedykolwiek będę szczęśliwy? Czy kiedykolwiek znajdę to szczęście?
Minęła
dobra godzina nim się uspokoiłem na tyle, by móc pomyśleć. Za ten czas słońce zdążyło
zajść za horyzont i noc nastała. Nie mogłem przeczytać pozostałych 3 listów,
ale też nie miałem ochoty poznać ich treści. Nie chciałem po raz kolejny
przeżywać bólu jaki gościł w sercu matki przez te wszystkie lata niewoli. A
jednak treść listu, cały czas dudniła mi w uszach. Słyszałem cały czas jej głos
mówiący "Usui bądź szczęśliwy! Mamusia cię kocha". Czułem jej czułe
pocałunki na policzku jej ciepły oddech na karku. Wszystkie wspomnienia wróciły
do mnie tak gwałtownie że omal nie zemdlałem. A jednak było coś co mnie
najbardziej zastanawiało. Co miała moja mama na myśli mówiąc" znowu
zostałam niewolnicą?" Co wydarzyło się w jej życiu? Jak wyglądało jej Zycie
nim trafiła do niewoli, nim ja się urodziłem. Chciałem poznać prawdę o mojej
mamie.
Dlatego
też postanowiłem odnaleźć dawnych przyjaciół mojej mamy i ich spytać o jej los.
Pożegnałem
się z Babcią i Dziadkiem, lecz nim to uczyniłem znalazłem duży płaski kamień i
wyryłem na nim napis: Lucy Heartafilia, najwspanialsza matka na świecie.
Położyłem tą tabliczkę między grób Babci i Dziadka po czym ruszyłem do miasta.
Nie w pełni świadomy tego co się może jeszcze wydarzyć.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ohayo!
Zatem ruszamy z opowiadaniem. Pierwszy rozdział za Nami. Uff
:D Ogólnie konspekt opowiadania, miał być zupełnie inny. Ale, że cierpię na
notoryczny brak snu i w nocy nic innego nie robię jak wymyślam różne dziwne
rzeczy, tak też powstał ten pomysł. Mam nadzieje, że Wam się spodoba ta
historia z zagadką w tle :) Nowe rozdziały powinny pokazywać się co piątek, lub
sobotę. W razie jakiś trudności dam znak. Miłego czytania i zapraszam do
komentowania ^^
Noc to matka pomysłów kochana! Życze dużo weny!
OdpowiedzUsuńA teraz do rzeczy. Wymyslić coś takiego to naprawde jest nsprawde trudno, a ciekawiej jest jeszcze trudniej , ale poradziłaś sobie świetnie!
P.S.
Już masz we mnie stałą czytelniczke
Ohayo~~
OdpowiedzUsuńSzczerze? Uważam, że pomysł na to opowiadanie masz niezwykły *O*
Po tym pierwszym rozdziale w mojej głowie pojawiło się tak wiele pytań! Lucy została niewolnicą? Czemu? Miała dziecko? Z kim? Jak zareagują członkowie Fairy Tail, gdy spotkają Usuia? (bo zakładam, że ich spotkanie odbędzie się już niedługo)
Od razu idę nadrobić resztę dostępnych już rozdziałów i będę wyczekiwać kolejnych, aby zaspokoić moją ciekawość. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz! :D
Pozdrawiam i życzę weny!
MiMi4444