niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział siódmy: Nowa droga

Co to było?
Czyżby sen...
...omam...
....a może kolejne wspomnienie...?
To nie było ważne w tym momencie. Bo właśnie wtedy ujrzałem ukochaną twarz mojej mamy. Stała przy drzwiach gildii i smutnym wzrokiem przyglądała się jej członkom. Widziałem łzy w jej oczach, które w magiczny sposób znikły gdy zwróciła swój wzrok na mnie uśmiechając się tak jak tylko ona potrafiła.
Poczułem ból w sercu na widok tego uśmiechu. Zwłaszcza, że moja ukochana mama rozpłynęła się równie szybko co się pojawiła. Znowu zostałem sam.
Nie mogąc znieść tego wszystkiego wyszedłem z gildii nawet się nie odwracając. Szedłem bez siebie cały czas zastanawiając się czemu nikt jej nie pamięta? ONA PRZECIEŻ BYŁA TAM!!! Byłem tego pewien. Ona należała do tej gildii, czemu zatem nie chcą o niej mówić?
Co takiego wydarzyło się 19 lat temu?
Nie mogłem myśleć logicznie. Byłem cały wzburzony, całą tą sprawą i moim wybuchem. To znowu przypomniało mi o tym głosie w głowie. Co się do cholery dzieje?
Upadłem na kolana na jakiejś łące. Nie wiedziałem nawet jak się tam dostałem.
Cała ta sytuacja mnie przerastała. Co się ze mną dzieje? Co mam dalej robić?
Z tego wszystkiego łzy popłynęły mi po moich policzkach. Czułem wstyd, strach i... zniechęcenie. Chciałem odejść najdalej jak się dało od tego miasta, tej gildii i tych ludzi! Miałem ochotę również ich wszystkich zabić.
Te mieszane uczucia przeraziły mnie nie na żarty.
- Cholera.... cholera... cholera...- powtarzałem jak w amoku trzymając się za głowe i kołysząc się.
- Laxus powiedział, że jak nie zapłacisz za szkody to cię wyrzuci z gildii. Oczywiście zaraz po śmiertelnym pobiciu przeze mnie- usłyszałem za sobą jakiś głos. Odwróciłem się. Z początku nie mogłem pojąc jak to się stało, że czas tak szybko minął z południa do wieczora. Później sobie uświadomiłem, że najnormalniej w świecie zemdlałem...znowu. Spojrzałem na właściciela głosu i zobaczyłem ostatnią osobę jaką chciałbym w tym momencie spotkać... Julię.
- Co tutaj robisz?- spytałem ostro. Nie podobał mi się fakt, że ona widzi mnie w takim stanie. A sądzę, że wyglądałem co najmniej jak ktoś przejechany przez powóz.
- Laxus kazał mi ciebie znaleźć i ci przekazać tą informację. Swoją drogą nieźle narozrabiałeś- powiedziała Julia obojętnym tonem. Choć mi wydawało się, że usłyszałem w nim nutkę podziwu. Lecz w tym momencie mnie to nie interesowało. Miałem gdzieś to co mówił Laxsus i co mówiła ta dziwna dziewczyna. Dlatego też prychnąłem z pogardą i wstałem z ziemi i wymijając ją ruszyłem w stronę miasta, tak przynajmniej mi się wydawało- Hej!- usłyszałem za sobą głos, ale nie odwróciłem się- Hej! Ty głąbie!
Odwróciłem się nagle i zmierzyłem Julię nienawistnym spojrzeniem.
- Czyli tak mam się do ciebie zwracać?- spytała Julia mierząc mnie nie spokojnym spojrzeniem. Bała się mojej reakcji. Nic dziwnego po tym co zrobiłem w Gildii.
- Zamknij się! - ryknąłem- Po co tu jesteś?
- Nie pozwolę nikomu bezcześcić naszej gildii, a już bynajmniej nie pozwolę na to takiemu głąbowi jak ty- powiedziała z gniewem. Miałem już dość wszystkiego, chciałem dać jej nauczkę. Ale nie miałem już zapasów magii. Wszystko co zebrałem odkąd przyjaciel Lokiego zdjął mi obroże, poszło na ten bezsensowny atak w gildii. Nadal byłem słaby. Jedyne co mogłem to krzyczeć.
- Zamknij się ty dewotko- ryknąłem. W chwilę później leżałem na ziemi próbując złapać oddech. Spojrzałem na stojącą nade mną Julię. Była wściekła- Co uraziłem twoją nieskazitelną dumę? Czyżbym nadepnął ci na odci...- nie dokończyłem bo w tym momencie zostałem sfaulowany w najgorszy dla mężczyzny sposób.
- Coo? Boli?- spytała Julia odwracając się na pięcie i odchodząc. Odwróciła się tylko na chwilę- Wracaj do Gildii i przeproś wszystkich za to co się dzisiaj wydarzyło- po czym zniknęła mi z oczu. Leżałem jeszcze kilka chwil na zimnej ziemi. Myślałem o tym co powiedziała Julia oraz o tym, że miała rację. Muszę przeprosić za to co się stało.
Ale jutro dziasiaj byłem już wystarczająco zmęczony. Dlatego też po kilku godzinach błądzeniach przekroczyłem próg swojego pokoju z zamiarem pójścia spać i zapomnienia o wszystkim. Ale było ciemno i nie zauważyłem stojącej szafki uderzyłem w nią z niesamowitą siłą.
- Cholera!- krzyknąłem zapalając światło. Tak Yui była w moim pokoju. Zostawiła posiłek dla mnie i Hany, oraz kilka dodatkowych mebli. Jednym z nim była ta oto szafka nocna w którą uderzyłem. Nie czekając na nic odniosłem tą szafkę na swoje miejsce. Podczas przenoszenia z szafki wypadła jakaś kartkę. Podniosłem ją niezwłocznie. Była to fotografia. Cała gildia Fairy Tail razem z moją mamą...
Jak to? Pomyślałem. Przyjrzałem się dokładnie fotografii. Była tam Erza i Grey i kilka innych postaci, których jeszcze nie znałem. Wśród nich był również Natsu oraz... blond włosy mężczyzna... To musiał być Usui, którego znała moja mama. Był podobny do mnie...
Nie! Nie przybyłem tutaj, aby szukać ojca!
Ale z drugiej strony cel który sobie wyznaczyłem też nie miał sensu. Co chciałem uzyskać poszukując przyjaciół mojej mamy?
Chciałem...hmm... chciałem, aby wiedzieli. Aby poznali prawdę o jej życiu i śmierci... Prawdę, której nawet ja nie znałem. Jaką osobą była moja mama nim stała się niewolnicą? Dlaczego została nią? I czemu nikt jej nie uratował?
Na ostatnie pytanie znałem odpowiedź. Nikt o niej nie pamiętał. Dlaczego? Co takiego stało się 19 lat temu? Przypomniałem sobie wtedy pierwszy list mamy. Ona wspominała coś o tym.
Rzuciłem się szybko do szafki, gdzie trzymałem listy mojej mamy i wyciągnąłem ten, który ostatnio czytałem. Bez trudu odnalazłem właściwą linijkę tekstu:
"Tęsknie za tamtym życiem. Za przygodami, które mogłam jeszcze przeżyć. Za przyjaciółmi, którzy zostali w tyle. Marzę, aby ich wszystkich znów zobaczyć choćby na chwile, na kilka sekund. Ale to nie jest możliwe, mamo. Oni mnie już nie będą szukać. Zostałam sama.".
Czyżby mama wiedziała o tym co się działo tutaj w Magnolii? Ale co to było?
- Usui-chan- wymruczała Hana wyrywając mnie z rozmyślań. Zupełnie zapomniałem o niej. Była z pewnością głodna.
- Dobrze, Hano. Zaraz zjemy- wyszeptałem tylko.
Nazajutrz wróciłem do gildii. Nie było to proste, ale konieczne. Musiałem poznać prawdę o mojej mamie. Poznać prawdę dlaczego to wszystko się wydarzyło. Sądziłem, że Lucy Heartfillia, mag gildii Fairy Tail, chciałaby aby jej przyjaciele poznali prawdę...
Dlatego też najpokorniej jak umiałem przeprosiłem wszystkich członków gildii i obiecałem mistrzowi zapłacić za szkody przeze mnie wyrządzone. Ku memu zdziwieniu nikt nie miał do mnie żalu. Wręcz przeciwnie wszyscy gratulowali mi wspaniałej mocy! Tylko mistrz zachowywał rezerwę. Tak jakby zastanawiając się nad czymś głęboko. Ale nic nie powiedział, a ja nie miałem zamiaru pytać.
Postanowiłem na razie porzucić poszukiwania prawdy i poczekać na dalszy rozwój wydarzeń. Może coś kiedyś naprowadzi mnie na właściwą ścieżkę.
- Ty jesteś Usui?- spytał mnie jakiś chłopak. Od razu go rozpoznałem był on tym chłopakiem, który bił się z Julią w dniu, kiedy przybyłem do gildii.
- Tak- odparłem. Chłopak przyjrzał mi się uważnie i wyszczerzył zęby w szczerym uśmiechu. Odwzajemniłem ten uśmiech...
- Słuchaj, twoja magia jest boska! Z chęcią zobaczylibyśmy cię w naszej grupie! Mamy zamiar zrobić kolejną najsilniejszą grupę Fairy Tail! Taką jaką tworzyli dawniej wujek Natsu, wujek Gray i ciocia Erza. To była wspaniała trójka!
- Nie zapominaj, że był z nimi ktoś jeszcze- powiedziała Julia podchodząc do nas.
- Phi jakiś tam mag Gwiezdnej Energii- prychnął pogardliwie chłopak. Na co Julia wywróciła do góry oczami.
- Ten byle jakiś mag, pokonał ponoć wujka Natsu podczas Igrzysk Magicznych!- żachnęła się Julia.
- Nie wierzę w to! Jeśli by to była prawda, to czemu nie znamy imienia tego maga?
- Sam wujek Natsu o tym wspominał, oraz ciocia Yui! To musi być prawda!- powiedziała Gin, która również dołączyła do tej dyskusji.
- Yhm... wy jesteście...yyy...razem w drużynie?- spytałem nieśmiało. Na co chłopak uśmiechnął się szczerze.
- Tak! To jest Julia, córka Erzy i Jellalla, twarda babka z niej! Au!- dostał pięścią po głowie od Juli, która nie spojrzała na mnie ani razu odkąd dołączyła do grupy- Au! A to jest Gin córka Graya i Juvii, łączy magie wody i lodu. To istny geniusz!- pochwalił chłopak Gin na co ta się zarumieniła- A ja jestem Gale. Syn Smoczego Zabójcy, Gajeela i geniusza gildii Levi. Po ojcu mam moc a po mamie spryt- zawołał uradowany na co Julia prychła. Ale nic nie powiedziała.
- To jak, Usui? Dołączysz do nas?- spytała Gin nieśmiało, przez chwile wydawało mi się że w oczach Juli zobaczyłem błysk.. no nie wiem sam... nadziei? Nie rozumiałem tego. Ale też nie chciałem się w to zagłębiać. Nie za bardzo chciałem łączyć się w jakieś tam drużyny, jednak coś popchnęło mnie abym się zgodził. Dlatego też odezwałem się w ten sposób:
- Jestem Usui Heart. Mag posługujący się magią Elementów, syn....- tu zawahałem się przez moment jednak usta same ułożyły się w następujące słowo- niczyi...
```````
Ohayo jeszcze raz :D
Mamy i trzeci rozdział :D Za wszelkie błędy przepraszam, poprawiałam w gorączce ^^  Jak widać, teraz zaczniemy właściwą ścieżkę opowiadania. Smuci mnie jednak fakt, że to co w dalszej części opowiadania przedstawię będzie bardzo podobne do tego, co się dzieje aktualnie w filerach :"( wybaczcie, ten fakt, ale pomysł na tego typu opowiadanie miałam wcześniej...
No nic będzie co ma być :) Teraz rozdziały powinny być regularnie co tydzień w piątek:) myślę że do godziny 21 powinna się notka pojawiać :) Bo teraz już powoli ogarniam bestie braku czasu i motywacji no i pokonałam wrednego chochlika komputerowego ^^
No nie zanudzam już :)
Dobranoc i miłej lektury :*

Rozdział szósty: Wybuch

Noc miałem spokojna. Bezsenną. Ale rankiem, gdy się obudziłem zacząłem myśleć nad dalszym działaniem. Ktoś musiał znać moją mamę. Była tutaj. W tym mieście, w tym mieszkaniu i w tej gildii. Ale kogo mógłbym zapytać o to. Jedyna myśl jaka mi przyszła to była żona mistrza, wydawała się być mniej więcej w wieku mojej matki, na pewno ją znała. A przynajmniej o niej mogła słyszeć. Gorzej było jednak z moją próbą wypowiedzenia nazwiska matki. Nie mogłem go dokończyć. Nie wiedziałem co powoduję tą blokadę, ale coś musiało być nie tak w tym mieście, że takie rzeczy się działy.
Jednak postanowiłem spróbować szczęścia i spytać Mirę-san o moją matkę. Muszę od czegoś zacząć. Może te osoby z wizji pojawią się dzisiaj w gildii, wówczas będzie o wiele łatwiej dowiedzieć się prawdy. Zatem zaraz po przebudzeniu i względnym przyszykowaniu się do wyjścia (bez śniadania, bo nie było mnie jeszcze stać na jakikolwiek posiłek), ruszyłem razem z Haną do gildii.
Był wczesny poranek, dlatego te prócz Mirajen, która krzątała się po gospodzie, nikogo w gildii nie było. Zatem nie owijając w bawełnę ruszyłem w kierunku żony mistrza.
- O witaj, Usui! Dobrze się spało?- spytała Mirajane zaraz jak mnie zauważyła, w tym momencie zaschło mi w gardle. Od czego zaczęć?
- Tak, wyśmienicie- wybąkałem nieświadomie. Usiałem za barem na przeciwko Miry i przyglądałem się w milczeniu jak polerowała kufle.
- Chcesz coś zjeść? Pewnie nie masz pieniędzy, aby sobie coś kupić do jedzenia? Masz to na koszt firmy- powiedziała dając przygotowaną wcześniej jajecznice. Skąd ona ją wytrzasnęła nie miałem pojęcia. Ale mój żołądek nie mógł dłużej protestować, zatem razem z Haną podzieliliśmy sie tym smacznym śniadaniem. W między czasie do gildii zaczęli schodzić kolejni członkowie gildii. Wszedł mężczyzna w dosyć podeszły wieku który ostro ćmił fajką, obok niego starsza wersja dona Corleone (Macaoa czasami mi przypomina go xD przypisuję Ushio). Do gildii weszło jeszcze kilka mniej charakterystycznych osób oraz dziwny facet, który w najlepsze pochłaniał... żelazo! Obok niego szła niebiesko włosa kobieta trzymająca w dłoniach czarnego exceeda. Mężczyzna szybko skonsumowała swój "posiłek" po czym szpetnie beknął.
- Gajeel proszę cię!- syknęła mała niebiesko włosa kobieta.
- No co? W bekaniu jestem lepszy od Salamandra!!!- zawołał mężczyzna.
- Eh odkąd wyzwałeś Natsu na ten głupi pojedynek i wygrałeś ciągle to udowadniasz- odparła kobieta wywracając oczy do góry.
- Gihi- zaśmiał się mężczyzna o imieniu Gajeel.
Przyglądałem się wszystkim członkom gildii z nieukrytym zdziwieniem i podziwem. To tacy byli magowie Fairy Tail?
- Czuję... EJ NOWY!!!- zawołał głośno Gajeel pokazując palcem w moim kierunku. Aż podskoczyłem ze strachu, gdy usłyszałem ten głos. Spojrzałem na tego mężczyznę, który natychmiast podszedł do mnie wraz z towarzyszącą mu kobietą.
- T-tak?- spytałem nerwowo nie podobał mi się sposób w jaki ten osobnik na mnie spoglądała, ale nie posiadełem pełni swoich mocy, dlatego wolałem się nie wychylać. Póki co.
- Jak się nazywasz? Skąd jesteś?
- Nazywam się Usui Heart..., pochodzę z dalekich krain, przybyłem do Fiore około miesiąc temu... a od wczoraj jestem w gildii- wytłumaczyłem nerwowo.
- Heart, huh?- wymamrotał Gajeel- Po coś przybył do Fiore?- zapytał ostro. Zmierzyłem go podejrzliwym wzrokiem on uczynił to samo. Widać było, że nie pałał do mnie miłością, dlatego też postanowiłem nie być mu dłużnym.
- Gajeel,nie ładnie jest tak wypytywać innych członków gildii- skarciła go Mirajena. Na co mężczyzna tylko prychnął.
- No?! odpowiedz!- wykrzyknął Gajeel. Ale widząc, że nie mam zamiaru odszedł ode mnie wraz z kobietą, która wyszeptała tylko przepraszam i ruszyła za mężczyzną robiąc mu wymówki.
- Co za dziwny facet- powiedziałem w końcu, gdy ten był daleko od strefy w której mógłby nas słyszeć. Mirajane się cichutką zaśmiała.
- Jak każdy Smoczy Zabójca- odparła lekko. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem.
- Smoczy Zabójca? ON?- spytałem może nazbyt głośno- To znaczy, to oni istnieją?
Mirajane znowu cichutko zachichotała.
- Owszem istnieją. W naszej gildii mamy trzech Smoczych Zabójców. Metalowy Zabójca Smoków, Gajeel, Powietrzny Zabójca Smoków Wendy i... Ognisty Zabójca Smoków, Natsu zwany również Salamandrem- powiedziała spokojnie Mirajane- W innych gildiach można spotkać jeszcze innych Smoczych zabójców.
- A czy to prawda, że byli wychowaniu\ przez smoki?- spytałem z ciekawością w głosie.
- Tak! Wychowywali się wśród smoków. Stad też ich magia- powiedziała- Czyli słyszałeś o Smoczych zabójcach? Tam skąd pochodzisz sa jacyś Zabójcy smoków?
- Nie. Tam skąd pochodzę magia jest zakazana- powiedziałem pokazując na miejsce gdzie była obroża- Mama mi opowiadała o Smoczych Zabójcach- zacząłem teraz albo nigdy- Pochodziła z Magnoli, sądzę, że należała do którejś z pobliskich gildii- powiedziałem
- Tak? A do jakiej? Jak się twoja mama nazywała? Jak wyglądała?- spytał Mirajane.
- Lucy Heart...- co jest z tą blokadą?- Była blondynką o brązowych włosach, była śliczna- powiedziałem mając przed oczami twarz mojej mamy.
- Lucy...- zaczęła Mirajena spojrzałem na nią i zobaczyłem jak jej twarz nagle przybierała różne uczucia od zamyślenia poprzez olśnienie zakończywszy na... zrezygnowaniu? - Nie znam żadne Lucy. Nie należała nigdy do naszej gildii- odparła Mira-san. Czułem, że coś było nie tak.
- Rozumiem. Powiedz mi, czy w tej gildii, był chłopak o różowych włosach z niebieskim exceedem, albo mężczyzna, który chodził nago? - spytałem z nadzieją w głosie.
- Tak. Różo włosy chłopak to jest właśnie Natsu nasz smoczy zabójca. A mężczyzna co chodzi nago to Gray lodowy mag, exceed natomiast to Happy- powiedziała przyjaźnie Mira. Widać, że ta burza uczuć odeszła w zapomnienie.
Czyli oni byli z tej gildii, może znają mamę.
- A gdzie mogę ich teraz spotkać?
- Hmm... Gray jest teraz na misji wraz z Erzaą. A Natsu...cóż on rzadko przychodzi do gildii. Cały czas wędruję po świecie. Sadzę, że to przez wyrzuty sumienia...- powiedziała cicho Mira
- Wyrzuty sumienia?- dopytałem
- Tak. No bo widzisz... Natsu i ja... yyy... byliśmy jakby rodziną. Był mężem mojej siostry Lisanny. Ale kilka lat temu ją zostawił. Moja siostra kiepsko to zniosła. Natsu natomiast... cóż przestał się pokazywać w gildii. Cały czas gdzieś wędruję... wybiera misje wieloletnie i wraca, kiedy tylko ma na to ochotę. Nie wiem co się między nimi stało...- powiedziała Mira zamyślonym głosem. Nie za bardzo mnie ta historia interesowała, ale z jakiegoś powodu  byłem zawiedziony, że nie spotkam tego smoczego zabójcy. Byłem strasznie ciekawy teo jakim magiem jest ten cały Natsu. Mama opowiadała wiele historii o smoczych zabójcach często też były to opowieści o ognistymi zabójcy smoków... jakim magiem jest Natsu? Może znał moją mamę, to by się w sumie mogło zgadzać. Gdyby jej nie znał to skąd taki mag w opowieści mamy? Ale musiałem czekać a tymczasem mogłem wykorzystać inne możliwości
- A kiedy Gray i Erza wrócą?- spytałem w końcu.
- Hmm, powinni wrócić już jutro....
W tym momencie do gildii weszła kobieta w zbroi i pól nagi mężczyzna z...niebiesko włosą kobietą ubraną w gruby płaszcz, która ze szałem w oczach tuliła się do niego. Obok tej dwójki stała... Gin. Uśmiechała się uroczo do lodowego maga, Greya. Po jakimś czasie widocznie poczuła moje zaciekawione spojrzenie,bo zaraz mnie również powitała tym uroczym uśmiechem.
- Grey! Erza! Witajcie w domu- zawołała Mira podchodząc do nich. Erza była taka jak Julia, obie były niesamowicie do siebie podobne. Od obu biła ta siła i zdecydowanie. Grey natomiast był wyraźnie zażenowany tym uczuciem jakim obdarzała go kobieta uwieszona na jego ramieniu. Jednak czule uśmiechał się zarówno do niej jak i do Gin. Musieli być zatem rodziną.
- Juvia tak bardzo się cieszy, że widzi kochanego męża - powiedziała kobieta.
- Witaj w domu, ojcze- powiedziała Gin.
- Siadajcie zaraz wam podam coś do picia- powiedziała Mira podchodząc do baru. Erza i Grey usiedli przy wolnym stoliku razem z Gin i kobietą o imieniu Juvia. Postanowiłem skorzystać z okazji i zagadać tą dwójkę o moją mamę. Ale kiedy już stałem przy ich stoliku czekając aż mnie zauważą straciłem całą poprzednią odwagę, co jeśli oni nie znają mojej mamy? Ale wspomnienie... cóż, mogło być tylko iluzją.
- Usui!- usłyszałem głos Gin. Spojrzałem na nią siedziała miedzy rodzicami i się mi przyglądała tak samo jak i resztą towarzystwa siedzącego przy tym stoliku.
- Eee... w-witam...- wydukałem jak kretyn. Na co Gin się cichutko zaśmiała.
- Mamo, tato to jest Usui. Wczoraj dołączył do Gildii. Usui to moi rodzice a to ciocia Erza- powiedziała przedstawiając mi po kolei wszystkich.
- Miło mi was poznać. Wiele słyszałem o was- skłamałem.
- Tak, tak jesteśmy dosyć sławni- zaśmiał się Gray. Erza natomiast bacznie się mi przyglądała niczym lew szykujący się na gazele.
- Skąd pochodzisz- spytał po chwili lodowy mag.
- Z dalekich krain. Przybyłem do Fiore niedawno...
- Czyli cudzoziemiec. No, no- powiedział Gray wskazując miejsce naprzeciwko niego i obok Erzy. Usiadłem z chęcią- Co cię sprowadza do Fiore? Czyżby chęć wstąpienia do najlepszej gildii?- w tym momencie przyszła Mira z kuflami piwa dla każdego i kawałkiem cista truskawkowego dla Erzy.
- Tak. Choć nie tylko- przyznałem wszyscy na mnie spojrzeli wyczekująco- Szukam kogoś kto wiele lat temu mieszkał tutaj w Magnoli- zacząłem.
- Tutaj? Hmm może uda nam się tą osobę znaleźć. Znamy prawie wszystkich mieszkańców tego miasta, mów dalej. Kim jest ta osoba- powiedział Gray upijają spory łyk piwa.
- Była magiem.
- Magiem?- spytała Erza to był pierwszy raz jak się odezwała od momentu powrotu do Gildii.
- Tak, magiem. Należała do jakiejś gildii magów, ale nie znam nazwy tej gildii.
- Jak wyglądała?
- Była blondynką. Miała duże brązowe oczy i była zawsze uśmiechnięta. Nazywała się Lucy Heart...
W tym momencie wszyscy jakby wstrzymali oddech a ich oczy nagle stały się nieobecne. Tak jakby każdy był posągiem. Co jest grane?
- Znaliście może ją?
- Nie... nie znamy żadnej Lucy....- zaczął nagle Gray z wyraźnym gniewem w głosie.
- Ale...
- Nigdy nie pytaj nas o to- zawtórowała mu Erza wstając ze stoła w ręku trzymając widelczyk do ciasta i celując nim we mnie.
- Tato... Mamo... - zaczęła Gon nie rozumiejąc niczego. Juvia również zachowała się dziwacznie nagle stała się wodą i próbowała mnie zaatakować zrobiłem na szczęście unik.
- Powiedzcie mi w końcu co jest grane!!!!- krzyknąłem w gniewie. Nie rozumiałem nic z tego co się działo w tej chwili jak to jest możliwe, że tak nagle wszyscy zaczęli mnie atakować. Ogarnął mnie gniew straszny gniew taki jakiego nie znałem nigdy. Unikałem ataków Greya i Erzy nikt z gildii nie zareagował. Gin próbowała przemówić rodzicom do rozumu ale bezskutecznie. Coś było nie tak i to bardzo...
Oni ją znali... ale zapomnieli.... usłyszałem w głowie dziwny głos.... zapomnieli o tobie i o niej... porzucili swoją towarzyszkę.... a ona tak długo na nich czekała... porzucili... porzucili.... PORZUCILI!!!!
- DOŚĆ!!!- krzyknąłem ale było już za późno. Przez moje ciała przebiegła magia. Zupełnie nie kontrolowany przeze mnie wybuch magii wstrząsnął gildią niszcząc stoły i  krzesła oraz rozrzucając magów po ścianach. Zupełnie jak szmaciane lalki. Kiedy zobaczyłem to co zrobiłem nie na żarty przeraziłem się. Prawie wszytko było zniszczone i prawie każdy leżał pod ścianą nie przytomny, może nawet nie żywy. Nie wiedziałem tego... to wszystko było niesamowite... tak bardzo przerażające. Poczułem nag\pływ paniki rozejrzałem się po gildii dysząc ciężko... aż natrafiłem na oczy Gin która leżała przygnieciona ciałem rodziców i przyglądała się mi nic nie rozumiejąc.
Uciekłem nie chciałem widzieć tego spojrzenia dłużej. Lecz kiedy ruszyłem do drzwi... zobaczyłem błysk brązowych oczu pełnych miłości. To były oczy mojej mamy, która stała w drzwiach gildii czule się do mnie uśmiechając...
`````
Drugi ^^

Rozdział piąty: Przyjacielska wizyta

- Ostatnio stanowczo za często mdleję- wyszeptałem zaraz po przebudzeniu. Przyglądając się zegarowi wiszącemu na ścianie stwierdziłem, że "sen" zajął mi, co najmniej cztery godziny. Zakląłem pod nosem na tą informację. Rozejrzałem się po pokoju jeszcze raz tym razem uważniej. Było tak jak myślałem. Wizja, którą miałem nie pojawiła się ponownie, a sam pokój nagle wydał się niezwykle pusty jakby prócz mnie i... Przyglądającej się mnie ze strachem Hany. Nikogo nie było.
- Usui-chan! Żyjesz!!!- Zapiszczała z radości mała exceedka przytulając się do mojej piersi. Odwzajemniłem ten uścisk głaskając ją dodatkowo po małej główce. Musiała się bardzo martwić, gdy zemdlałem.
Nie mogłem jednak skupić się bardziej na płaczącej w moich ramionach, exceedce. Za bardzo mnie irytował ten pokój i ta wizja. Czym ona była? Rozglądałem się po pokoju badając każdy szczegół z osobna. Ale nic nie wskazywało na to, że wizja miała się powtórzyć.
- Usui!- Zapiszczała Hana.
- Tak Hano?- Spytałem cichutko. Nie odrywając wzroku z mebli.
- To był sen?- Spytała. Dopiero wtedy spojrzałem na nią. W moich oczach musiało malować się niedowierzanie, czyżby Hana również...?
- Co masz na myśli?!- Zawołałem może zbyt głośno, bo Hana aż skuliła się w sobie na dźwięk mojego głosu.
- Bo... Ja... Widziałam...
- Co? Co widziałaś?
- D...Duch-y. Tutaj, były duchy, prawda?- Spytała z lękiem w głosie. Czyli ona również to widziała. Nie oszalałem.
- Nie wiem, Hano. To wszystko... Sądzę, że to są wspomnienia.
- Wspomnienia?- Spytała spoglądając na mnie swoimi wielkimi oczkami- Czyje?
- Widocznie mojej mamy. Sądzę, że tutaj mieszkała. Ta gildia... Mogłabyś tą, w której pracowała- powiedziałem cały czas się zastanawiając co się dzieje. Czyżby to nie był przypadek, że tu wylądowałem? Spotkanie z Lokim mogło wyglądać przypadkowo, ale coś w nim było takiego, że sądziłem iż ta cała sytuacja nie musiała wyglądać jak przypadek. Co było nie tak z tym gościem?
Cała sytuacja z tym miastem była mocno szurnięta. A ta gildia... Nie sądziłem, że mogą być aż tak... No nie umiem ich nawet nazwać. Kim oni są do diabła?
Mój mistrz... On nie był taki. Był poważny i surowy. Często powtarzał mi, że tacy powinni być magowie. Ponieważ jesteśmy wyżej usytuowani od ludzi bez magii. My potrafimy zmieniać rzeczywistość i kształtować ją tak, aby TYLKO NAM ona odpowiadała. Tak zawsze mówił.
I to w jego przypadku była prawda. Wielokrotnie byłem świadkiem jego władzy. Wizję tych wszystkich ludzi, którzy odważyli się mu sprzeciwić do końca życia będą mi się śniły. Do dziś słyszę te przerażające krzyki za każdym razem, gdy jestem sam. Mój pan był potężny, ale zawsze powtarzał mi, że ja będę od niego jeszcze bardziej potężniejszy. Gdy byłem młodszy pochlebiało mi to, ale później... To co działo się później uświadomiło mi, że każde miłe słówko mojego mistrza skierowane dla mnie kryje za sobą szereg nieprzyjemności. Nic dziwnego byłem niewolnikiem, całkowicie podległym swojemu panu. I choć uciekłem to nadal czuję tą obrożę, która się zaciska na moim karku z nadzieją, że któregoś dnia mi go złamie...
Chciałaś mojej wolności, mamo. Oto i ona. Siedzę po środku pokoju, w którym żyłaś, jestem wśród ludzi, których kochałaś. I zastanawiam się, czemu tak wiele to miejsce dla ciebie znaczyło. Co było tutaj lepsze?
Nie czułem tej subtelnej różnicy między niewolą a wolnością.
Z rozmyślań jednak wytrąciło mnie ciche pukanie. Odwróciłem się ze strachem do drzwi bojąc się, że to mój pan po mnie przyszedł. Później zdałem sobie sprawę, że on raczej by nie pukał. Nigdy przynajmniej tego nie robił...
- T-tak?- Wyszeptałem wstając z podłogi gotowy na niespodziewany atak wroga. Czułem jak Hana ukrywa się za moją nogą.
- To ja, Yui. Przyniosłam ci obiad- usłyszałem przytłumiony głos za drzwiami. Obiad? A no tak, była już pora obiadowa. A ja i Hana od bardzo dawna nie mieliśmy nic dobrego w żołądkach. I gdy tylko sobie o tym przypomniałem usłyszałem podwójny dźwięk burczącego brzucha. Szybko zatem podszedłem do drzwi i je otworzyłem. Dość długo czekałem, aż Yui wejdzie do środka. Nie za bardzo wiedziałem, czemu tak długo zwlekała. Podniosłem nieśmiało wzrok na nią. Zobaczyłem zdziwienie pomieszane z rozbawieniem wypisane na jej twarzy. Zmarszczyłem brwi nie bardzo wiedząc, co począć dalej. Ale Yui mnie wyręczyła.
- Yyy... Usui, wiesz... Nie musisz klęczeć przed gościem- powiedziała z nutka rozbawienia w głosie. Zakląłem w duchu. A więc oto chodziło... Szybko się jednak wyprostowałem poprawiając wygięte ubranie i czując jak moją twarz powoli pochłania szkarłatny kolor.
- Wybacz... Tam skąd pochodzę, są takie zwyczaje...- Zacząłem tłumaczyć, ale nie za bardzo wiedziałem co mam jeszcze powiedzieć. Nie chciałem zbyt wiele o sobie zdradzać.
- Zwyczaje...- Powiedziała Yui, wchodząc do pokoju w rękach trzymając gorący garnek- Tak więc zwyczajem w naszym świecie jest witanie nowych lokatorów ciepłym posiłkiem. Przyniosła curry- powiedziała podnosząc lekko garnek i się uśmiechając. PO czym bez słowa ruszyła w kierunku kuchni.
- Wybacz... Nie miałem czasu...
- Nie przejmuj się, znam ten pokój bardzo dobrze i wiem gdzie co jest w nim- powiedziała Yui wyciągając talerze z szafki i nakładając ryż i curry na talerze- Widzę, że masz exceeda. Jak masz na imię?- Spytała szykując trzeci talerz z mniejszą ilością potrawy.
- Hana- wyszczebiotała wdzięcznie Hana.
Usiedliśmy przy stole w kuchni czekając aż Yui skończy przygotowania do obiadu.
- Słodko- powiedziała kobieta kładąc nam parujący jeszcze posiłek przed nami i zasiadając na krześle naprzeciwko nas. Razem z Haną przyjrzeliśmy się posiłkowi z niemym podziwem po czym szybko zabraliśmy się za jego jedzenie. Yui przez cały czas przyglądała się nam badawczym wzrokiem dzióbiąc przy okazji swoja porcję. Musieliśmy dla niej wyglądać jak banda prymitywów. Ale ona nic nie powiedziała na temat naszych "manier". W końcu, gdy już ostatni kęs został pochłonięty przez nas spojrzałem na kobietę.
- dziękujemy za ten miły poczęstunek!- Zawołałem
- dziękuję!- Wtórowała mi Hana. Yui uśmiechnęła się promiennie.
- No a teraz, skoro już pojedliście. Może mi opowiecie coś o sobie- powiedziała Yui cały czas się uśmiechając- Nic praktycznie o was nie wiem. A chciałabym znać moich nowych lokatorów tak dobrze jak tych starych.
Tego się właśnie obawiałem. Ale nie dałem po sobie poznać jak bardzo mi tego typu pytania są nie na rękę. Zamiast tego zadałem najrozsądniejsze pytanie na jakie w danej sytuacji było mnie stać.
- A co dokładnie cię interesuję, Yui-san?
- Skąd pochodzicie, oczywiście.
- To... Daleka kraina. Mało znana. Najważniejsze, że jesteśmy tutaj w Magnolii- uśmiechnąłem się krzywo. Widziałem w jej oczach, że ja ta odpowiedź nie satysfakcjonowała. Ale ciężko było się przyznać do takiej przeszłości.
- No dobra. To opowiedz mi o swoich rodzicach. Skoro pochodzicie z tak dalekich rejonów, to zapewne się o was martwią- powiedziała. W tym momencie moje serce chwycił niespodziewany skurcz. Rodzice...
- Co jest?- Spytała Yui. Widocznie moje uczucia były dla niej widoczne.
- Nie, nic. Po prostu... Nie mamy rodziców- powiedziałem sucho- Rodzice Hany zmarli na krótko przed jej wykluciem, a... Moja mama umarła kilka lat temu- dodałem.
- Przykro mi. Musi ci być ciężko...
- Nie. Po prostu nigdy nikt mnie o to nie pytał.
- Rozumiem. To może opowiedz mi o niej. Była magiem?- Spytała delikatnym tonem.
- Tak była. Ale nigdy nie widziałem jej używającej magii. Opowiadała mi jednak o swojej magii i gildii...
- O należała do jakiejś gildii? Jakiej?
- Tego nie wiem. Nie zdradziła nigdy nazwy tej gildii. Nie wiele zresztą mówiła o swoim życiu. Wiem jednak, że pochodzi stąd z Fiore- powiedziałem. Chciałem jej powiedzieć o swoim odkryciu, ale nie mogłem. Jakoś nie za bardzo ufałem tej kobiecie.
- A twój ojciec? - Dopytywała- Pochodził z tych "dalekich krain"?
- Nie. On również pochodził z Fiore. Ale nigdy go nie poznałem.
- Rozumiem. Czyli przybyłeś do Fiore w poszukiwaniu swojego ojca?- Spytała. Poczułem narastający gniew.
- NIE!!! Nie interesuję mnie ten ćwok, który miał czelność być mężem mojej matki- zawołałem głośno, może zbyt głośno. Ale mnie to w danej chwili nie interesowało. Musiałem wyrzucić ten żal i jad z mojej duszy, który sączyłem przez tak długi czas. Nienawiść do mężczyzny, który miał okazje obronić matkę, a jednak zawiódł...
- Porzucił twoją matkę?
- Skazał ją na coś znacznie gorszego niż samotność. Nie obronił jej!!! To największa zbrodnia jaką mężczyzna może wyczynić kobiecie. Nie obronić jej, gdy ona tego najbardziej potrzebowała! Moja matka... Ona nie mówiła o nim. Ale ja widziałem jej łzy, gdy o nim wspominała. Ona cały czas miała nadzieje, że on się zjawi. Widziałem to. Byłem dzieckiem, ale to doskonale rozumiałem. Oboje na niego czekaliśmy. Aż do dnia... W którym mama umarła. Wtedy przestałem na niego wyglądać- wyrzuciłem to z siebie. Poczułem chwilową ulgę, ale po chwili jednak poczułem narastający wstyd za mój nagły wybuch. Nawet nie zauważyłem jak Hana zasnęła.
- Nie wiem co przeżyłeś. Ale patrząc na ciebie widzę ten sam strach i samotność jaką nosi w sercu mój ojciec. Być może on jeden byłby w stanie pocieszyć cię i powiedzieć, żebyś przestał patrzeć w mrok- spojrzałem na nią nie za bardzo rozumiejąc o czym ona do mnie mówi- Nienawidzisz ojca, którego nie znasz. Nie wiesz co się wydarzyło w przeszłości, że nie mógł być obok was. Ani nie wiesz, czy cierpiał tak samo jak wy. Twoja mama wspominała coś więcej o twoim ojcu?
- Nie, ale...
- No widzisz. Nie możesz obwiniać kogoś za coś czego nie mógł przewidzieć.

Nie chciałem się z nią kłócić o to, dlatego spasowałem. Siedzieliśmy jeszcze pół godziny nim Yui poszła do siebie, zapraszając mnie i Hanę na obiad następnego dnia. Nie zastanawiałem się ani przez chwilę nad słowami tej kobiety, nie interesowało mnie to. Ja nienawidziłem swojego ojca. I nic tego nie zmieni.
``````````````````````````
Ohayo!
Jeden z trzech rozdziałów przygotowanych dla Was w ramach rekompensaty za ten czas, co mnie nie było <technologia dobija> . 

Streszczenie

Minęło dziewiętnaście lat odkąd Lucy Heartfilia zaginęła. Rozpłynęła się w powietrzu. I choć cała gildia ją szukała, nie udało się jej odnaleźć. Tymczasem do gildii przychodzi młody czarodziej o blond włosach i smutnych brązowych oczach. Chłopak przedstawia się jako Usui Heart. I choć niewiele mówi o sobie, to jednak członkowie gildii Fairy Tail, czują, że go skądś znają...