niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział piąty: Przyjacielska wizyta

- Ostatnio stanowczo za często mdleję- wyszeptałem zaraz po przebudzeniu. Przyglądając się zegarowi wiszącemu na ścianie stwierdziłem, że "sen" zajął mi, co najmniej cztery godziny. Zakląłem pod nosem na tą informację. Rozejrzałem się po pokoju jeszcze raz tym razem uważniej. Było tak jak myślałem. Wizja, którą miałem nie pojawiła się ponownie, a sam pokój nagle wydał się niezwykle pusty jakby prócz mnie i... Przyglądającej się mnie ze strachem Hany. Nikogo nie było.
- Usui-chan! Żyjesz!!!- Zapiszczała z radości mała exceedka przytulając się do mojej piersi. Odwzajemniłem ten uścisk głaskając ją dodatkowo po małej główce. Musiała się bardzo martwić, gdy zemdlałem.
Nie mogłem jednak skupić się bardziej na płaczącej w moich ramionach, exceedce. Za bardzo mnie irytował ten pokój i ta wizja. Czym ona była? Rozglądałem się po pokoju badając każdy szczegół z osobna. Ale nic nie wskazywało na to, że wizja miała się powtórzyć.
- Usui!- Zapiszczała Hana.
- Tak Hano?- Spytałem cichutko. Nie odrywając wzroku z mebli.
- To był sen?- Spytała. Dopiero wtedy spojrzałem na nią. W moich oczach musiało malować się niedowierzanie, czyżby Hana również...?
- Co masz na myśli?!- Zawołałem może zbyt głośno, bo Hana aż skuliła się w sobie na dźwięk mojego głosu.
- Bo... Ja... Widziałam...
- Co? Co widziałaś?
- D...Duch-y. Tutaj, były duchy, prawda?- Spytała z lękiem w głosie. Czyli ona również to widziała. Nie oszalałem.
- Nie wiem, Hano. To wszystko... Sądzę, że to są wspomnienia.
- Wspomnienia?- Spytała spoglądając na mnie swoimi wielkimi oczkami- Czyje?
- Widocznie mojej mamy. Sądzę, że tutaj mieszkała. Ta gildia... Mogłabyś tą, w której pracowała- powiedziałem cały czas się zastanawiając co się dzieje. Czyżby to nie był przypadek, że tu wylądowałem? Spotkanie z Lokim mogło wyglądać przypadkowo, ale coś w nim było takiego, że sądziłem iż ta cała sytuacja nie musiała wyglądać jak przypadek. Co było nie tak z tym gościem?
Cała sytuacja z tym miastem była mocno szurnięta. A ta gildia... Nie sądziłem, że mogą być aż tak... No nie umiem ich nawet nazwać. Kim oni są do diabła?
Mój mistrz... On nie był taki. Był poważny i surowy. Często powtarzał mi, że tacy powinni być magowie. Ponieważ jesteśmy wyżej usytuowani od ludzi bez magii. My potrafimy zmieniać rzeczywistość i kształtować ją tak, aby TYLKO NAM ona odpowiadała. Tak zawsze mówił.
I to w jego przypadku była prawda. Wielokrotnie byłem świadkiem jego władzy. Wizję tych wszystkich ludzi, którzy odważyli się mu sprzeciwić do końca życia będą mi się śniły. Do dziś słyszę te przerażające krzyki za każdym razem, gdy jestem sam. Mój pan był potężny, ale zawsze powtarzał mi, że ja będę od niego jeszcze bardziej potężniejszy. Gdy byłem młodszy pochlebiało mi to, ale później... To co działo się później uświadomiło mi, że każde miłe słówko mojego mistrza skierowane dla mnie kryje za sobą szereg nieprzyjemności. Nic dziwnego byłem niewolnikiem, całkowicie podległym swojemu panu. I choć uciekłem to nadal czuję tą obrożę, która się zaciska na moim karku z nadzieją, że któregoś dnia mi go złamie...
Chciałaś mojej wolności, mamo. Oto i ona. Siedzę po środku pokoju, w którym żyłaś, jestem wśród ludzi, których kochałaś. I zastanawiam się, czemu tak wiele to miejsce dla ciebie znaczyło. Co było tutaj lepsze?
Nie czułem tej subtelnej różnicy między niewolą a wolnością.
Z rozmyślań jednak wytrąciło mnie ciche pukanie. Odwróciłem się ze strachem do drzwi bojąc się, że to mój pan po mnie przyszedł. Później zdałem sobie sprawę, że on raczej by nie pukał. Nigdy przynajmniej tego nie robił...
- T-tak?- Wyszeptałem wstając z podłogi gotowy na niespodziewany atak wroga. Czułem jak Hana ukrywa się za moją nogą.
- To ja, Yui. Przyniosłam ci obiad- usłyszałem przytłumiony głos za drzwiami. Obiad? A no tak, była już pora obiadowa. A ja i Hana od bardzo dawna nie mieliśmy nic dobrego w żołądkach. I gdy tylko sobie o tym przypomniałem usłyszałem podwójny dźwięk burczącego brzucha. Szybko zatem podszedłem do drzwi i je otworzyłem. Dość długo czekałem, aż Yui wejdzie do środka. Nie za bardzo wiedziałem, czemu tak długo zwlekała. Podniosłem nieśmiało wzrok na nią. Zobaczyłem zdziwienie pomieszane z rozbawieniem wypisane na jej twarzy. Zmarszczyłem brwi nie bardzo wiedząc, co począć dalej. Ale Yui mnie wyręczyła.
- Yyy... Usui, wiesz... Nie musisz klęczeć przed gościem- powiedziała z nutka rozbawienia w głosie. Zakląłem w duchu. A więc oto chodziło... Szybko się jednak wyprostowałem poprawiając wygięte ubranie i czując jak moją twarz powoli pochłania szkarłatny kolor.
- Wybacz... Tam skąd pochodzę, są takie zwyczaje...- Zacząłem tłumaczyć, ale nie za bardzo wiedziałem co mam jeszcze powiedzieć. Nie chciałem zbyt wiele o sobie zdradzać.
- Zwyczaje...- Powiedziała Yui, wchodząc do pokoju w rękach trzymając gorący garnek- Tak więc zwyczajem w naszym świecie jest witanie nowych lokatorów ciepłym posiłkiem. Przyniosła curry- powiedziała podnosząc lekko garnek i się uśmiechając. PO czym bez słowa ruszyła w kierunku kuchni.
- Wybacz... Nie miałem czasu...
- Nie przejmuj się, znam ten pokój bardzo dobrze i wiem gdzie co jest w nim- powiedziała Yui wyciągając talerze z szafki i nakładając ryż i curry na talerze- Widzę, że masz exceeda. Jak masz na imię?- Spytała szykując trzeci talerz z mniejszą ilością potrawy.
- Hana- wyszczebiotała wdzięcznie Hana.
Usiedliśmy przy stole w kuchni czekając aż Yui skończy przygotowania do obiadu.
- Słodko- powiedziała kobieta kładąc nam parujący jeszcze posiłek przed nami i zasiadając na krześle naprzeciwko nas. Razem z Haną przyjrzeliśmy się posiłkowi z niemym podziwem po czym szybko zabraliśmy się za jego jedzenie. Yui przez cały czas przyglądała się nam badawczym wzrokiem dzióbiąc przy okazji swoja porcję. Musieliśmy dla niej wyglądać jak banda prymitywów. Ale ona nic nie powiedziała na temat naszych "manier". W końcu, gdy już ostatni kęs został pochłonięty przez nas spojrzałem na kobietę.
- dziękujemy za ten miły poczęstunek!- Zawołałem
- dziękuję!- Wtórowała mi Hana. Yui uśmiechnęła się promiennie.
- No a teraz, skoro już pojedliście. Może mi opowiecie coś o sobie- powiedziała Yui cały czas się uśmiechając- Nic praktycznie o was nie wiem. A chciałabym znać moich nowych lokatorów tak dobrze jak tych starych.
Tego się właśnie obawiałem. Ale nie dałem po sobie poznać jak bardzo mi tego typu pytania są nie na rękę. Zamiast tego zadałem najrozsądniejsze pytanie na jakie w danej sytuacji było mnie stać.
- A co dokładnie cię interesuję, Yui-san?
- Skąd pochodzicie, oczywiście.
- To... Daleka kraina. Mało znana. Najważniejsze, że jesteśmy tutaj w Magnolii- uśmiechnąłem się krzywo. Widziałem w jej oczach, że ja ta odpowiedź nie satysfakcjonowała. Ale ciężko było się przyznać do takiej przeszłości.
- No dobra. To opowiedz mi o swoich rodzicach. Skoro pochodzicie z tak dalekich rejonów, to zapewne się o was martwią- powiedziała. W tym momencie moje serce chwycił niespodziewany skurcz. Rodzice...
- Co jest?- Spytała Yui. Widocznie moje uczucia były dla niej widoczne.
- Nie, nic. Po prostu... Nie mamy rodziców- powiedziałem sucho- Rodzice Hany zmarli na krótko przed jej wykluciem, a... Moja mama umarła kilka lat temu- dodałem.
- Przykro mi. Musi ci być ciężko...
- Nie. Po prostu nigdy nikt mnie o to nie pytał.
- Rozumiem. To może opowiedz mi o niej. Była magiem?- Spytała delikatnym tonem.
- Tak była. Ale nigdy nie widziałem jej używającej magii. Opowiadała mi jednak o swojej magii i gildii...
- O należała do jakiejś gildii? Jakiej?
- Tego nie wiem. Nie zdradziła nigdy nazwy tej gildii. Nie wiele zresztą mówiła o swoim życiu. Wiem jednak, że pochodzi stąd z Fiore- powiedziałem. Chciałem jej powiedzieć o swoim odkryciu, ale nie mogłem. Jakoś nie za bardzo ufałem tej kobiecie.
- A twój ojciec? - Dopytywała- Pochodził z tych "dalekich krain"?
- Nie. On również pochodził z Fiore. Ale nigdy go nie poznałem.
- Rozumiem. Czyli przybyłeś do Fiore w poszukiwaniu swojego ojca?- Spytała. Poczułem narastający gniew.
- NIE!!! Nie interesuję mnie ten ćwok, który miał czelność być mężem mojej matki- zawołałem głośno, może zbyt głośno. Ale mnie to w danej chwili nie interesowało. Musiałem wyrzucić ten żal i jad z mojej duszy, który sączyłem przez tak długi czas. Nienawiść do mężczyzny, który miał okazje obronić matkę, a jednak zawiódł...
- Porzucił twoją matkę?
- Skazał ją na coś znacznie gorszego niż samotność. Nie obronił jej!!! To największa zbrodnia jaką mężczyzna może wyczynić kobiecie. Nie obronić jej, gdy ona tego najbardziej potrzebowała! Moja matka... Ona nie mówiła o nim. Ale ja widziałem jej łzy, gdy o nim wspominała. Ona cały czas miała nadzieje, że on się zjawi. Widziałem to. Byłem dzieckiem, ale to doskonale rozumiałem. Oboje na niego czekaliśmy. Aż do dnia... W którym mama umarła. Wtedy przestałem na niego wyglądać- wyrzuciłem to z siebie. Poczułem chwilową ulgę, ale po chwili jednak poczułem narastający wstyd za mój nagły wybuch. Nawet nie zauważyłem jak Hana zasnęła.
- Nie wiem co przeżyłeś. Ale patrząc na ciebie widzę ten sam strach i samotność jaką nosi w sercu mój ojciec. Być może on jeden byłby w stanie pocieszyć cię i powiedzieć, żebyś przestał patrzeć w mrok- spojrzałem na nią nie za bardzo rozumiejąc o czym ona do mnie mówi- Nienawidzisz ojca, którego nie znasz. Nie wiesz co się wydarzyło w przeszłości, że nie mógł być obok was. Ani nie wiesz, czy cierpiał tak samo jak wy. Twoja mama wspominała coś więcej o twoim ojcu?
- Nie, ale...
- No widzisz. Nie możesz obwiniać kogoś za coś czego nie mógł przewidzieć.

Nie chciałem się z nią kłócić o to, dlatego spasowałem. Siedzieliśmy jeszcze pół godziny nim Yui poszła do siebie, zapraszając mnie i Hanę na obiad następnego dnia. Nie zastanawiałem się ani przez chwilę nad słowami tej kobiety, nie interesowało mnie to. Ja nienawidziłem swojego ojca. I nic tego nie zmieni.
``````````````````````````
Ohayo!
Jeden z trzech rozdziałów przygotowanych dla Was w ramach rekompensaty za ten czas, co mnie nie było <technologia dobija> . 

2 komentarze:

  1. Coraz bardziej intrygują mnie wydarzenia z przed narodzin Usuiego.
    Rozdzialik jak zwtkle czyta sie pyłynnie bez momentów przenudzania.
    ~amy

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohayo~!
    Tak! Doczekałam się! :D
    Rozdział jak zwykle ciekawy, mało akcji, ale wszystko jest na tyle dobrze napisane, że wyrównuje to te "braki". Na dodatek wspaniale opisałaś uczucia głównego bohatera, za co daję ci wielkiego plusa, bo wiem, że dla niektórych jest to niezwykle trudne ;)
    Nadal czekam na moment, w którym gildia dowie się, kim była matka Usui'a i na ich reakcję. I oczywiście na wiadomość o tym, kto jest ojcem oraz gdzie się podziewają "najważniejsi" członkowie gildii.
    No to lecę czytać dalej~~! <3

    Pozdrawiam i życzę weny,
    MiMi4444 ;3

    OdpowiedzUsuń

Streszczenie

Minęło dziewiętnaście lat odkąd Lucy Heartfilia zaginęła. Rozpłynęła się w powietrzu. I choć cała gildia ją szukała, nie udało się jej odnaleźć. Tymczasem do gildii przychodzi młody czarodziej o blond włosach i smutnych brązowych oczach. Chłopak przedstawia się jako Usui Heart. I choć niewiele mówi o sobie, to jednak członkowie gildii Fairy Tail, czują, że go skądś znają...