Jednak postanowiłem spróbować szczęścia i spytać Mirę-san o moją matkę. Muszę od czegoś zacząć. Może te osoby z wizji pojawią się dzisiaj w gildii, wówczas będzie o wiele łatwiej dowiedzieć się prawdy. Zatem zaraz po przebudzeniu i względnym przyszykowaniu się do wyjścia (bez śniadania, bo nie było mnie jeszcze stać na jakikolwiek posiłek), ruszyłem razem z Haną do gildii.
Był wczesny poranek, dlatego te prócz Mirajen, która krzątała się po gospodzie, nikogo w gildii nie było. Zatem nie owijając w bawełnę ruszyłem w kierunku żony mistrza.
- O witaj, Usui! Dobrze się spało?- spytała Mirajane zaraz jak mnie zauważyła, w tym momencie zaschło mi w gardle. Od czego zaczęć?
- Tak, wyśmienicie- wybąkałem nieświadomie. Usiałem za barem na przeciwko Miry i przyglądałem się w milczeniu jak polerowała kufle.
- Chcesz coś zjeść? Pewnie nie masz pieniędzy, aby sobie coś kupić do jedzenia? Masz to na koszt firmy- powiedziała dając przygotowaną wcześniej jajecznice. Skąd ona ją wytrzasnęła nie miałem pojęcia. Ale mój żołądek nie mógł dłużej protestować, zatem razem z Haną podzieliliśmy sie tym smacznym śniadaniem. W między czasie do gildii zaczęli schodzić kolejni członkowie gildii. Wszedł mężczyzna w dosyć podeszły wieku który ostro ćmił fajką, obok niego starsza wersja dona Corleone (Macaoa czasami mi przypomina go xD przypisuję Ushio). Do gildii weszło jeszcze kilka mniej charakterystycznych osób oraz dziwny facet, który w najlepsze pochłaniał... żelazo! Obok niego szła niebiesko włosa kobieta trzymająca w dłoniach czarnego exceeda. Mężczyzna szybko skonsumowała swój "posiłek" po czym szpetnie beknął.
- Gajeel proszę cię!- syknęła mała niebiesko włosa kobieta.
- No co? W bekaniu jestem lepszy od Salamandra!!!- zawołał mężczyzna.
- Eh odkąd wyzwałeś Natsu na ten głupi pojedynek i wygrałeś ciągle to udowadniasz- odparła kobieta wywracając oczy do góry.
- Gihi- zaśmiał się mężczyzna o imieniu Gajeel.
Przyglądałem się wszystkim członkom gildii z nieukrytym zdziwieniem i podziwem. To tacy byli magowie Fairy Tail?
- Czuję... EJ NOWY!!!- zawołał głośno Gajeel pokazując palcem w moim kierunku. Aż podskoczyłem ze strachu, gdy usłyszałem ten głos. Spojrzałem na tego mężczyznę, który natychmiast podszedł do mnie wraz z towarzyszącą mu kobietą.
- T-tak?- spytałem nerwowo nie podobał mi się sposób w jaki ten osobnik na mnie spoglądała, ale nie posiadełem pełni swoich mocy, dlatego wolałem się nie wychylać. Póki co.
- Jak się nazywasz? Skąd jesteś?
- Nazywam się Usui Heart..., pochodzę z dalekich krain, przybyłem do Fiore około miesiąc temu... a od wczoraj jestem w gildii- wytłumaczyłem nerwowo.
- Heart, huh?- wymamrotał Gajeel- Po coś przybył do Fiore?- zapytał ostro. Zmierzyłem go podejrzliwym wzrokiem on uczynił to samo. Widać było, że nie pałał do mnie miłością, dlatego też postanowiłem nie być mu dłużnym.
- Gajeel,nie ładnie jest tak wypytywać innych członków gildii- skarciła go Mirajena. Na co mężczyzna tylko prychnął.
- No?! odpowiedz!- wykrzyknął Gajeel. Ale widząc, że nie mam zamiaru odszedł ode mnie wraz z kobietą, która wyszeptała tylko przepraszam i ruszyła za mężczyzną robiąc mu wymówki.
- Co za dziwny facet- powiedziałem w końcu, gdy ten był daleko od strefy w której mógłby nas słyszeć. Mirajane się cichutką zaśmiała.
- Jak każdy Smoczy Zabójca- odparła lekko. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem.
- Smoczy Zabójca? ON?- spytałem może nazbyt głośno- To znaczy, to oni istnieją?
Mirajane znowu cichutko zachichotała.
- Owszem istnieją. W naszej gildii mamy trzech Smoczych Zabójców. Metalowy Zabójca Smoków, Gajeel, Powietrzny Zabójca Smoków Wendy i... Ognisty Zabójca Smoków, Natsu zwany również Salamandrem- powiedziała spokojnie Mirajane- W innych gildiach można spotkać jeszcze innych Smoczych zabójców.
- A czy to prawda, że byli wychowaniu\ przez smoki?- spytałem z ciekawością w głosie.
- Tak! Wychowywali się wśród smoków. Stad też ich magia- powiedziała- Czyli słyszałeś o Smoczych zabójcach? Tam skąd pochodzisz sa jacyś Zabójcy smoków?
- Nie. Tam skąd pochodzę magia jest zakazana- powiedziałem pokazując na miejsce gdzie była obroża- Mama mi opowiadała o Smoczych Zabójcach- zacząłem teraz albo nigdy- Pochodziła z Magnoli, sądzę, że należała do którejś z pobliskich gildii- powiedziałem
- Tak? A do jakiej? Jak się twoja mama nazywała? Jak wyglądała?- spytał Mirajane.
- Lucy Heart...- co jest z tą blokadą?- Była blondynką o brązowych włosach, była śliczna- powiedziałem mając przed oczami twarz mojej mamy.
- Lucy...- zaczęła Mirajena spojrzałem na nią i zobaczyłem jak jej twarz nagle przybierała różne uczucia od zamyślenia poprzez olśnienie zakończywszy na... zrezygnowaniu? - Nie znam żadne Lucy. Nie należała nigdy do naszej gildii- odparła Mira-san. Czułem, że coś było nie tak.
- Rozumiem. Powiedz mi, czy w tej gildii, był chłopak o różowych włosach z niebieskim exceedem, albo mężczyzna, który chodził nago? - spytałem z nadzieją w głosie.
- Tak. Różo włosy chłopak to jest właśnie Natsu nasz smoczy zabójca. A mężczyzna co chodzi nago to Gray lodowy mag, exceed natomiast to Happy- powiedziała przyjaźnie Mira. Widać, że ta burza uczuć odeszła w zapomnienie.
Czyli oni byli z tej gildii, może znają mamę.
- A gdzie mogę ich teraz spotkać?
- Hmm... Gray jest teraz na misji wraz z Erzaą. A Natsu...cóż on rzadko przychodzi do gildii. Cały czas wędruję po świecie. Sadzę, że to przez wyrzuty sumienia...- powiedziała cicho Mira
- Wyrzuty sumienia?- dopytałem
- Tak. No bo widzisz... Natsu i ja... yyy... byliśmy jakby rodziną. Był mężem mojej siostry Lisanny. Ale kilka lat temu ją zostawił. Moja siostra kiepsko to zniosła. Natsu natomiast... cóż przestał się pokazywać w gildii. Cały czas gdzieś wędruję... wybiera misje wieloletnie i wraca, kiedy tylko ma na to ochotę. Nie wiem co się między nimi stało...- powiedziała Mira zamyślonym głosem. Nie za bardzo mnie ta historia interesowała, ale z jakiegoś powodu byłem zawiedziony, że nie spotkam tego smoczego zabójcy. Byłem strasznie ciekawy teo jakim magiem jest ten cały Natsu. Mama opowiadała wiele historii o smoczych zabójcach często też były to opowieści o ognistymi zabójcy smoków... jakim magiem jest Natsu? Może znał moją mamę, to by się w sumie mogło zgadzać. Gdyby jej nie znał to skąd taki mag w opowieści mamy? Ale musiałem czekać a tymczasem mogłem wykorzystać inne możliwości
- A kiedy Gray i Erza wrócą?- spytałem w końcu.
- Hmm, powinni wrócić już jutro....
W tym momencie do gildii weszła kobieta w zbroi i pól nagi mężczyzna z...niebiesko włosą kobietą ubraną w gruby płaszcz, która ze szałem w oczach tuliła się do niego. Obok tej dwójki stała... Gin. Uśmiechała się uroczo do lodowego maga, Greya. Po jakimś czasie widocznie poczuła moje zaciekawione spojrzenie,bo zaraz mnie również powitała tym uroczym uśmiechem.
- Grey! Erza! Witajcie w domu- zawołała Mira podchodząc do nich. Erza była taka jak Julia, obie były niesamowicie do siebie podobne. Od obu biła ta siła i zdecydowanie. Grey natomiast był wyraźnie zażenowany tym uczuciem jakim obdarzała go kobieta uwieszona na jego ramieniu. Jednak czule uśmiechał się zarówno do niej jak i do Gin. Musieli być zatem rodziną.
- Juvia tak bardzo się cieszy, że widzi kochanego męża - powiedziała kobieta.
- Witaj w domu, ojcze- powiedziała Gin.
- Siadajcie zaraz wam podam coś do picia- powiedziała Mira podchodząc do baru. Erza i Grey usiedli przy wolnym stoliku razem z Gin i kobietą o imieniu Juvia. Postanowiłem skorzystać z okazji i zagadać tą dwójkę o moją mamę. Ale kiedy już stałem przy ich stoliku czekając aż mnie zauważą straciłem całą poprzednią odwagę, co jeśli oni nie znają mojej mamy? Ale wspomnienie... cóż, mogło być tylko iluzją.
- Usui!- usłyszałem głos Gin. Spojrzałem na nią siedziała miedzy rodzicami i się mi przyglądała tak samo jak i resztą towarzystwa siedzącego przy tym stoliku.
- Eee... w-witam...- wydukałem jak kretyn. Na co Gin się cichutko zaśmiała.
- Mamo, tato to jest Usui. Wczoraj dołączył do Gildii. Usui to moi rodzice a to ciocia Erza- powiedziała przedstawiając mi po kolei wszystkich.
- Miło mi was poznać. Wiele słyszałem o was- skłamałem.
- Tak, tak jesteśmy dosyć sławni- zaśmiał się Gray. Erza natomiast bacznie się mi przyglądała niczym lew szykujący się na gazele.
- Skąd pochodzisz- spytał po chwili lodowy mag.
- Z dalekich krain. Przybyłem do Fiore niedawno...
- Czyli cudzoziemiec. No, no- powiedział Gray wskazując miejsce naprzeciwko niego i obok Erzy. Usiadłem z chęcią- Co cię sprowadza do Fiore? Czyżby chęć wstąpienia do najlepszej gildii?- w tym momencie przyszła Mira z kuflami piwa dla każdego i kawałkiem cista truskawkowego dla Erzy.
- Tak. Choć nie tylko- przyznałem wszyscy na mnie spojrzeli wyczekująco- Szukam kogoś kto wiele lat temu mieszkał tutaj w Magnoli- zacząłem.
- Tutaj? Hmm może uda nam się tą osobę znaleźć. Znamy prawie wszystkich mieszkańców tego miasta, mów dalej. Kim jest ta osoba- powiedział Gray upijają spory łyk piwa.
- Była magiem.
- Magiem?- spytała Erza to był pierwszy raz jak się odezwała od momentu powrotu do Gildii.
- Tak, magiem. Należała do jakiejś gildii magów, ale nie znam nazwy tej gildii.
- Jak wyglądała?
- Była blondynką. Miała duże brązowe oczy i była zawsze uśmiechnięta. Nazywała się Lucy Heart...
W tym momencie wszyscy jakby wstrzymali oddech a ich oczy nagle stały się nieobecne. Tak jakby każdy był posągiem. Co jest grane?
- Znaliście może ją?
- Nie... nie znamy żadnej Lucy....- zaczął nagle Gray z wyraźnym gniewem w głosie.
- Ale...
- Nigdy nie pytaj nas o to- zawtórowała mu Erza wstając ze stoła w ręku trzymając widelczyk do ciasta i celując nim we mnie.
- Tato... Mamo... - zaczęła Gon nie rozumiejąc niczego. Juvia również zachowała się dziwacznie nagle stała się wodą i próbowała mnie zaatakować zrobiłem na szczęście unik.
- Powiedzcie mi w końcu co jest grane!!!!- krzyknąłem w gniewie. Nie rozumiałem nic z tego co się działo w tej chwili jak to jest możliwe, że tak nagle wszyscy zaczęli mnie atakować. Ogarnął mnie gniew straszny gniew taki jakiego nie znałem nigdy. Unikałem ataków Greya i Erzy nikt z gildii nie zareagował. Gin próbowała przemówić rodzicom do rozumu ale bezskutecznie. Coś było nie tak i to bardzo...
Oni ją znali... ale zapomnieli.... usłyszałem w głowie dziwny głos.... zapomnieli o tobie i o niej... porzucili swoją towarzyszkę.... a ona tak długo na nich czekała... porzucili... porzucili.... PORZUCILI!!!!
- DOŚĆ!!!- krzyknąłem ale było już za późno. Przez moje ciała przebiegła magia. Zupełnie nie kontrolowany przeze mnie wybuch magii wstrząsnął gildią niszcząc stoły i krzesła oraz rozrzucając magów po ścianach. Zupełnie jak szmaciane lalki. Kiedy zobaczyłem to co zrobiłem nie na żarty przeraziłem się. Prawie wszytko było zniszczone i prawie każdy leżał pod ścianą nie przytomny, może nawet nie żywy. Nie wiedziałem tego... to wszystko było niesamowite... tak bardzo przerażające. Poczułem nag\pływ paniki rozejrzałem się po gildii dysząc ciężko... aż natrafiłem na oczy Gin która leżała przygnieciona ciałem rodziców i przyglądała się mi nic nie rozumiejąc.
Uciekłem nie chciałem widzieć tego spojrzenia dłużej. Lecz kiedy ruszyłem do drzwi... zobaczyłem błysk brązowych oczu pełnych miłości. To były oczy mojej mamy, która stała w drzwiach gildii czule się do mnie uśmiechając...
`````
Drugi ^^
Dobra, o co chodzi z tym ich zachowaniem i blokadą na umyśle Usui'a? Ktoś rzucił jakieś zaklęcie? Tylko po co? Co oznaczało to zakończenie? Brzmiało jakby Lucy przyszła do gildii... Ale przecież ona nie żyje, co nie? A może to kolejne "wspomnienie"?
OdpowiedzUsuńEch... Tyle pytań bez odpowiedzi... ;/
Idę czytać kolejny rozdział, a ten oczywiście jak zwykle był genialny!
Pozdrawiam i życzę weny,
MiMi4444 <3